Skocz do zawartości
  • wpis
    1
  • komentarzy
    0
  • wyświetleń
    98

O blogu

...czyli takie tam...

 

 

Wpisy na tym blogu

 

Jak się walczy o życie

Ponieważ akwarium założono z myślą o pewnym upartym zbrojniku, główne założenie jest, że ryby mają się podobać zbrojnikowi. Dlatego żelaznym punktem obsady zawsze są ryby labiryntowe, szczególnie gurami. Akurat ryby odporne na oszczędnościowe plany gospodarki wodnej tonącego w długach miasta. W międzyczasie były i inne ryby - ale po falach upałów w poprzednich latach tylko gurami zostały i uznałam, że to już weterani, którzy coraz gorzej znoszą nowych lokatorów. Może i dobrze, bo w międzyczasie brak odpowiednich świetlówek wykończył wszystkie rośliny oprócz nurzańców (jak pomyślę o tej dżungli - lotos tygrysi, mech jawajski, gałęzatka, pistie, żabienice, zwartki, anubiasy...nawet moczarki padały 😭) i zdaje się akwarium wróciło do procesu dojrzewania (szkoda, że ludzie tak nie mogą).  Fakt, że woda wodociągowa zawiera amoniak (skutek nieszczelności uszkodzonych komór filtracyjnych w stacji uzdatniania wody, która od wielu lat czeka na remont) i dzięki otwartemu napowietrzaniu  Ph z wartości 6.9 wzrasta do 7,9 (czego to człowiek nie dowie się z internetu ) - nie pomaga w stabilizacji. Nie wiem, czy to nie przyczyniło się do choroby mojej rybki. Jeśli tak,  to chyba faktycznie tylko uciąć łeb, bo lepszej wody nie dostanie (do leczenia nie mogę użyć wody z akwa, bo tam jeszcze krąży lek).    Od października samica gurami stanowczo się rozchorowała. Ponieważ słabuje od lat paru, podejrzewałam chorobę neonową (chociaż teoretycznie tylko neony na nią chorują), mykobakteriozę, hexamitozę i parę innych. Przygotowałam leki, rozpoczęłam od kąpieli krótkotrwałych w nadmanganianie potasu i dodałam do akwarium ziela świetlika (chodziło o oczy, wygląda na ślepą i na dodatek rozbijała się o rośliny). Niestety musiałam wyjechać do pracy i kiedy wróciłam, to był już hardcore. Ryba wisiała pokryta śluzem. Na dodatek nie dość, że powyginał się jej śmiesznie kręgosłup, to jeszcze zaczęła pływać jak konik morski (bardzo śmieszne 🙄). Okazało się, że padła grzałka, a u mnie w pokoju temperatura dochodziła do 18 stopni!!! Sąsiedzi oszczędzają na paleniu, a że kotłownia blokowa, obrywa się i mi rykoszetem. Niestety moja genialna rodzina nie wpadła na pomysł kupienia drugiej grzałki. Doprowadziłam ją jakoś do porządku. No i zaczęło się myślenie, co dalej. Częściowo opisałam to na forum. Kiedy już ten śluz zniknął, rybka spędzała czas najpierw w Helthosanie, potem  w Bactoforte S. Niestety to nie poskutkowało. Być może dlatego, że należało wrzucać lek również do akwarium głównego, ale on szkodzi zbrojnikom, więc ta opcja odpadła. Tydzień przed Nowym rokiem rybka spędziła w Protosolu. Kuracja okazała się nietrafiona, może zmilczę o skutkach, bo mnie zlinczujecie. Ja jednak wychodzę z założenia, że skoro lekarze wypróbowują na pacjentach różne terapie w przypadku niemożności postawienia  diagnozy, to mi tez wolno 😷 tym bardziej, że u ryb ciężej postawić trafną diagnozę. Ryby nie uśmiercę, już i tak samiec gurami patrzy w tej chwili dziwnie na mnie - czeka na zwrot małżonki. Możecie wątpić, ale może uda mi się zrobić fotkę,  jak wyglądają ich noce kiedyś ona schowała się w roślinach przede mną, to ją wygonił prosto do siatki. Ze strachem myślę, co będzie, kiedy mu jej nie oddam.  W międzyczasie do akwarium z nowymi roślinkami przypałętało się COŚ. Nie wiem, co. Momentalnie zbrojnik zaczął się ocierać o żwirek - aż mu się rana na skrzelu zrobiła. Samiec gurami również zaczął się ocierać skrzelami. Szybkie postanowienie - Capisol. Na szczęście rybia apteczka pełna Objawy się cofnęły, po moim powrocie z urlopu nastąpi kolejna porcja leku. Wczoraj wieczorem myślałam, że dzisiaj wyciągnę trupa samicy z akwarium, ale nadal żyje. Ponieważ apteczka pełna, samica zażywa w tej chwili "relaksu" w trypaflawinie. Nie wiem, który z leków podziałał, a może witaminy, które w nią pompuję - ale przynajmniej nie ma już wygiętego na boki kręgosłupa. Trypaflavina - ponieważ coś zżera jej płetwę ogonową, a i czułek płetwy brzusznej jakby się rozdwajał. Być może to jest jedynym problemem, a cała reszta to przypadłości poboczne. W międzyczasie walczę z amoniakiem w wodzie. Wątpię, aby petycja do burmistrza o poprawę jakości wody coś przyniosła. Szkoda, że nie mogę zdobyć naszej wody przed jej uzdatnieniem - według ekspertyzy robionej na zlecenie bardzo dawnego burmistrza mamy wode idealną dla celów akwarystycznych (ale przed uzdatnieniem, nie po . )   A tutaj moja samica gurami - ostatnio lubi tak leżeć na roślinach - nie ma sił utrzymać się w wodzie przy powierzchni      

Dzierzka666

Dzierzka666

×